16 kwietnia 2013

laziness

Tuż po Wielkiejnocy stworzyłam post o tym, jak bardzo jestem przygnębiona zimą, że nie potrafię sobie poradzić z przygnębieniem, jakie mnie ogarnęło i tylko czekam na słońce (byłam jednak tak leniwa, że nawet jej nie opublikowałam). Teraz, gdy od kilku dni słońce wali prosto w moje brudne okna, zaczynam się budzić ze snu i niczym niedźwiedź - powoli, ociężale i z burczącym brzuchem - wynurzam się ze swojej nory. Co prawda nie tryskam jeszcze takim optymizmem, jak Lemon, ale drobny półuśmieszek już na mojej twarzy można dostrzec.

A teraz proszę podziwiać, jak leżę. Ach! Być, jak Tilda Swinton i spać dla sztuki (i za pieniądze. tak, gdyby płacono mi za spanie, byłabym milionerem).





Ps. Kombinuję z większymi zdjęciami, bo chciałabym wprowadzić tu jakieś zmiany. Na razie będzie brzydko i nierówno.

29 grudnia 2012

missing the city

Po kilku godzinach oglądania mojej siostry w kolejnej z kolei sukni ślubnej, uświadomiłam sobie, że przede mną (już, już!) poszukiwanie sukienki idealnej. Po wzruszeniu ramionami, które jest moją pierwszą reakcją na wszelkie problemy, uświadomiłam sobie, że będzie to nie lada wyzwanie. Od tamtej chwili ogarniająca mnie panika tylko i wyłącznie rośnie - gdy przed oczami pojawia mi się moja skromna osoba w dotychczasowych 'okolicznościowych kreacjach' przechodzą mnie ciarki, a jak pomyślę o studniówkowej spódnicy, mam ochotę zapaść się pod ziemię. Jestem sukienkowym beztalenciem i nie umiem ich sobie kupować. W szafie mam zaledwie kilka sztuk (większość została mi wciśnięta siłą) i dopiero niedawno znalazłam idealną małą czarną (i już nikt nie może na nią patrzeć, bo noszę ją bez przerwy). Nie mam pojęcia od czego mam zacząć te poszukiwania, głównie dlatego, że nie wiem co bym chciała kupić i włożyć. Wiem tylko tyle, że mam być drugą, zaraz po pannie (nie tak) młodej, najpiękniejszą dziewczyną na sali. Hm… Pomocy? 

24 grudnia 2012

it's a wonderful time

Z każdym kolejnym rokiem zaczynam coraz bardziej cieszyć się z wszelkiego rodzaju świąt. Czekam na nie niecierpliwie, ozdabiam mieszkanie, szykuję podarunki dla bliskich. Sprawia mi to radość przeogromną, wywołuje spokój. Wiem, że w tym czasie będę mogła pozwolić sobie na niemożliwe do wyobrażenia obżarstwo oraz godziny spędzone z książką (to mole ulubione hobby, i jedno i drugie). Będę też grać w remika z rodzicami i siostrą (to już nasza tradycja), spotkam się ze starą znajomą i oplotkujemy nasze życia bez zbędnych przechwałek, tak zwyczajnie, adekwatnie do ich przebiegu. Poza tym jest to czas podsumowań i nowych planów, bo przecież już za chwilę nowy rok się zacznie. 

8 grudnia 2012

what else is there?

Listopad przepadł bezpowrotnie i przyszedł grudzień. Co ja gadam? Grudzień zadomowił się już na dobre - przyniósł mróz, śnieg i świąteczne szaleństwo. A ja, w razie gdyby koniec świata jednak nie nastąpił, zaczęłam znów myśleć o tym miejscu, znajduję czas na robienie zdjęć i planuję czym by się tu podzielić z czytelnikiem. Nawet znów zaczęłam zwracać uwagę na to, co na siebie wkładam! 

23 października 2012

trzy kolory

Starsza siostra wpoiła mi kiedyś jedną, złotą, zasadę dotyczącą mody - trzy kolory. Na sobie, w danej chwili, można mieć maksymalnie trzy kolory. Jeansy też mają kolor, a jeśli masz na sobie coś wzorzystego i kolorowego, to reszta stroju powinna być jednolita i w barwie, która znajduje się na tej dominującej szmatce. I mimo, iż zazwyczaj jestem na bakier ze wszystkimi zasadami, to tej się trzymam. Ostatnio nawet bardziej skrupulatnie, przez co moje stroje przybierają coraz bardziej minimalistyczne formy.