Tuż po Wielkiejnocy stworzyłam post o tym, jak bardzo jestem przygnębiona zimą, że nie potrafię sobie poradzić z przygnębieniem, jakie mnie ogarnęło i tylko czekam na słońce (byłam jednak tak leniwa, że nawet jej nie opublikowałam). Teraz, gdy od kilku dni słońce wali prosto w moje brudne okna, zaczynam się budzić ze snu i niczym niedźwiedź - powoli, ociężale i z burczącym brzuchem - wynurzam się ze swojej nory. Co prawda nie tryskam jeszcze takim optymizmem, jak Lemon, ale drobny półuśmieszek już na mojej twarzy można dostrzec.
A teraz proszę podziwiać, jak leżę. Ach! Być, jak Tilda Swinton i spać dla sztuki (i za pieniądze. tak, gdyby płacono mi za spanie, byłabym milionerem).



Ps. Kombinuję z większymi zdjęciami, bo chciałabym wprowadzić tu jakieś zmiany. Na razie będzie brzydko i nierówno.



